6 punktów – dużo czy mało? [ŻUŻEL]

Fot. Marcin Krzywicki Każdy punkt Martina Vaculika (kask czerwony), Martina Smolinskiego (niebieski) i pozostałych zielonogórzan, wywalczony we Wrocławiu, może być na wagę finału

To pytanie, które aktualne będzie przynajmniej do pierwszego biegu rewanżowego półfinału we Wrocławiu. Na półmetku walki o finał PGE Ekstraligi górą Stelmet Falubaz. Zielonogórzanie pokonali Betard Spartę 48:42.

Niemal od razu po ostatnim biegu rozpoczęły się dywagacje, jaką ta przewaga ma moc w
kontekście rewanżu na Stadionie Olimpijskim. – Nie wiem, czy to jest dużo, czy mało –
zastanawiał się Patryk Dudek. – Tam zaczynamy od 0:0 i nie liczymy, co jest w plecaku –
zapewnił Adam Skórnicki, trener Stelmetu Falubazu.

Wrocławianie średnio zdobywają w tym roku, podczas domowych meczów, równo 50
punktów. Tę zdobycz przekraczali zdecydowanie w starciach z najsłabszymi w tegorocznej
stawce torunianami, gorzowianami, ale także grudziądzanami oraz obecnymi w czwórce
częstochowianami. Zielonogórzanie w tym sezonie zdobyli na torze Sparty 41 „oczek”. – 6
punktów straty, myślę że jest do odrobienia już w pierwszej fazie meczu – uważa Maksym
Drabik, junior Betardu Sparty.

Atutów wrocławianie mają sporo. Trener Dariusz Śledź ma w swojej talii wspomnianego
Drabika, ale też „nieruszonego” w Zielonej Górze choćby na jeden start Gleba Czugunowa. Rosjanina nieoczekiwanie zastąpił, i to z dobrym skutkiem, dawno „nieużywany” we Wrocławiu Vaclav Milik. – Będziemy musieli dobrze zasuwać u siebie, żeby to odrobić. A czy to dużo, czy mało to się okaże w niedzielę – dodaje D. Śledź. – Może nie jest to jakaś straszna różnica, ale Falubaz też będzie chciał awansować do finału – zaznacza trener Betardu Sparty.

– Mogło być kilka „oczek” więcej, ale awans jest sprawą otwartą. W niedzielę jedziemy
walczyć – oznajmił Piotr Protasiewicz, który w Zielonej Górze jechał chory. Daleki od
optymalnego stanu zdrowia był też debiutant w Falubazie – Martin Smolinski. Niemiec dał
poznać się jako walczak, który dorzucił ważne 4 „oczka” do całego dorobku drużyny.
Historia pokazuje, że bezpiecznych zaliczek nie ma, a i z niewielkich porażek nie ma się co
radować. 10 lat temu Falubaz po pierwszym półfinale z Bydgoszczy wyjeżdżał cięższy o 12
punktów. Straty odrobił jednak z nawiązką, wygrywając z Polonią różnicą 25 „oczek”. W
2010 roku gorzowianie po półfinałowej porażce w Zielonej Górze 43:47 z wyniku cieszyli
się, jakby wygrali. Tyle, że w rewanżu nad Wartą minimalnie zwyciężył… Falubaz. Trzy lata
temu zielonogórzanie w półfinale przegrali różnicą 10 punktów w Toruniu. 50 punktów w
rewanżu dawało finał. Mecz przy W69 zaczął się od mocnego uderzenia gospodarzy, ale
„Anioły” tak umiejętnie rotowały rezerwami taktycznymi, że z Zielonej Góry wyjechały z 43
„oczkami” i finałem. Tyle punktów w tę niedzielę uraduje także Stelmet Falubaz!

Pierwszy wyścig niedzielnego meczu na Stadionie Olimpijskim o 19.30.

(mk – ŁZ)